poniedziałek, 20 lutego 2017

Pieczony z tymiankiem dorsz z grillowaną dynią



Siemanko :)
Dziś ryba. Szybko, prosto, bezboleśnie. No prawie ...
Ci co mnie znają, lub śledzą bloga od początku (Boże, zaraz trzy lata stukną O_o) wiedzą, że nie lubię ryb. Oczywiście, ktoś pomyśli - no tak, rzeki, stawy, morza takie zanieczyszczone, te ryby pełne metali ciężkich, paszy, antybiotyków itd. Lepiej ryb
nie jeść. Mnie to nawet cieszy, że coraz bardziej taki pogląd się rozpowszechnia. Kiedyś pisałem, że jak zostanę prezydentem, to ustawowo zakażę jedzenia ryb (oj głupi byłem, wystarczy być Prezesem :p) Nie lubię ryb robić, ani jeść. W sumie jeść chyba bardziej nie lubię :p Wszędzie gdzie pracowałem miałem z innymi kucharzami układ, ja biorę na siebie wszystko z mąki a w zamian nie muszę robić ryb.
O ironio, wyszła mi ta mąka dosłownie i w przenośni bokiem! :p
W "białej śmierci" byłem zakochany i jeść i robić. Mogłem robić wszelkie bułeczki, ciasta, pierożki, kluseczki itd. i oczywiście jeść to później miskami.
No dobra, bo jak zwykle robię wszystko żeby odwlec temat ryby ...
Co jakiś czas  MUSZĘ zrobić w domu rybę. Dlaczemu? Bo mam żonę hashimotkę i jak mi mój tygrysek wyraźnie powie, że chce rybę, to znaczy, że naprawdę chce i trzeba zrobić (bo jak mówi cicho i niewyraźnie o rybach, to słabo ją słyszę :d)
Dorsz - fajna ryba, nawet tak nie śmierdzi, ości ma też w miarę duże i można dość łatwo znaleźć. Ryzyko zadławienia - średnie.

Pieczony dorsz z grillowaną dynią 
Potrzeba na jedną porcję:

  •  200g fileta z dorsza, najlepiej polędwicy z dorsza (kto to w ogóle wymyślił?- polędwica z ryby O_o)
  • 1/2 dyni hokkaido 
  • 1 łyżka masła klarowanego
  • 2 łyżki smalcu 
  • gałązka świeżego tymianku
  • sól, pieprz
  • 1/4 cytryny 

Wykonanie:

  • włączamy piekarnik na 200 stopni 
  • szykujemy naczynie żaroodporne z pokrywką
  • na dno naczynia kładziemy masło
  • rybę solimy i pieprzymy z obu stron i kładziemy na maśle
  • wyciskamy sok z cytryny na rybę
  • na wierzch kładziemy tymianek
  • przykrywamy pokrywką 
  • wkładamy do piekarnika na 20 minut
  • w tym czasie obieramy dynię (najłatwiej pokroić w paski 2-3 cm i obierać obieraczką każdy pasek 
  • na patelni grillowej rozgrzać smalec
  • smażyć kawałki dyni z obu stron po 3-4 minuty 
  • sprawdzić widelcem, czy jest miękkie (zależy jak grube kawałki mamy)
  • jeśli nie, zmniejszyć ogień i przykryć pokrywką i trzymać tak z 5 minut
  • naczynie wyjąc z pieca (piekarnik wyłączyć :p)
  • wyjąć rybę na talerz, obok położyć dynię  i można jeść 
Pewnie Was ciekawi, dlaczego tak nienawidzę ryb ...
Od dziecka miałem z nimi problemy, wiele razy się dławiłem ośćmi. Nawet jeśli mama kupiła "paluszki kapitana kanibala" to ja i tak znalazłem w tej zmielonej masie (Bóg wie czego) ości. Nawet jak sam sobie szykuję i centymetr po centymetrze wydłubuję pęsetą ości, to każdy przy stole będzie miał czysty kawałek a tylko w moim będzie ość. Na początku tego miesiąca dostałem w prezencie wędzonego suma. Fajna ryba, duże ości, łatwo obrać. Ryzyko zadławienia - małe.
Miałem już iść spać, ale tak mi wędzonką zapachniało .. podchodzę i tak ze środka taki kawałek "na raz" wyszarpałem z tego suma. Macam palcami- nie ma ości.
Chaps!
Ała!
Czuję w gardle jakbym połknął patyk do szaszłyka. Nie jest dobrze... kaszle, krztuszę - nic!
Asia wybiegła z sypialni, patrzy jak się męczę i chce mnie do szpitala wieźć. Ona w koszuli, ja w badejkach ... Może jeszcze wykaszlę - ni chu chu chu! Mówię do naszej dietetycznej hashimoto-nadziei:
- jak byłem dzieckiem, to jadłem suchy chleb, żeby przepchać ość. A teraz przez to paleo, to na pewno zaraz umrę, bo chleba w domu nie ma 
W sumie, to aż się dziwię, że nie wpadłem na to, że dostanę raka, bo zawsze jak mi się coś dziwnego/złego dzieje (nienawidzę być chorym!) to mówię Asi, że na pewno rakiem się zaraziłem!
Dobra, gardło puchnie, adrenalina leci uszami ...  WIEM ! marchewka surowa!
Chwyciłem pierwszą z brzegu, przetarłem ręcznikiem i jem. Jem i jem, gryzę mało, bo chcę, żeby mi przeczyściło/udrożniło przełyk.
Zjadłem ze 3 marchewki... Asia pyta:
- i jak? lepiej?
- nie wiem, tak mnie gardło boli od tej niepogryzionej marchewki, że sam już nie wiem ... 
Gdy się obudziłem rano, ości nie było, gardło bolało mnie jeszcze przez dwa dni po kuracji marchewkowej.
Gargamel nienawidził Smerfów, a ja ryb :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz