sobota, 29 sierpnia 2015

Jedzonko zabierane " w gości "



Większość z Was na pewno staje często przed poważnym problemem jadąc " w gości " . Mało istotna sprawa , czy jedzie się do rodziców, teściów, ciotki , czy do znajomych . Gdzieś tam zawsze jest
obawa , że gospodarze , ku własnej uciesze i dla "naszego  dobra " będą nas kusić ciastami, bułeczkami , kluseczkami itd.  A nawet jeśli dany gospodarz wie , że nie jesteśmy już reformowalni na "normalne " żywienie , to i tak pozostaje obawa , czy gdzieś przypadkiem (lub specjalnie ) nie dostanie się coś ze zboża , czy z mleka . Wystarczy , że do sosu dodadzą łyżkę mąki , żeby go  zaciągnąć , czy do zupy , żeby zagęścić , czy śmietany , żeby by lepszy smak i .... dziękujemy za taki posiłek .
Wiecie co ? ja to wszystko rozumiem , bo sam też taki byłem . Wszystkie te diety uważałem za jakieś wymysły i pierdoły . Z tego miejsca też bije się w pierś , że nie przejmowałem się moimi przyjaciółmi wegetarianami na imprezach które organizowałem . Nie chcą jeść, niech nie jedzą . Teraz trochę inaczej na to patrzę i czy w pracy zawodowej , czy goszcząc kogoś interesuję się co kto je i szanuję daną drogę życia .
Właśnie przez to , że sam się nie przejmowałem " dziwakami" , nigdy nie jadę z Asią  nigdzie bez własnego prowiantu . Czy do rodziny , czy do znajomych , czy do pracy , bierzemy swoje jedzenie . Wiem co kupiłem , wiem gdzie , wiem jak zrobiłem i wiem , że nic mi później nie będzie po posiłku.
Oczywiście zawsze biorę ze sobą trochę więcej jedzenia, jeśli ktoś ma ochotę , to zawsze poczęstujemy . A jak ktoś uszykuje dla nas "coś pod nas " to jest oczywiście miło i więcej jedzonka do wyboru :) .
Ostatnio jechaliśmy do teściowej , z okazji roczku bratanicy Asi . Wzięliśmy ze sobą  świeżo upieczonego kurczaka z rożna , pudełko zieleniny z działki . Zabraliśmy też trochę owoców , wiśnie, jeżyny , brzoskwinie , śliwki . Tak zaopatrzeni mamy pewność, że mamy  co zjeść do kawy i na kolacje :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz