niedziela, 16 lipca 2017

Zielony Smoothie z wyciskarki wolnoobrotowej MUKE



Eloszka!

Jak wiecie, od jakiegoś czasu moje śniadania wyglądają w ten sposób, że są półpłynne :p
Czyli piję zielone koktajle na śniadanie. W sumie to bardziej są smoothies, albo zupa na zimno :) Czyli biorę różne zieleniny, miksuję blenderem i mam śniadanie. Od kilku dni moje śniadania są bardziej zdrowe. Wiadomo, zdrowie mamy tylko jedno.
Teraz jestem na paleo, ale z ograniczeniem mięsa do 200g dziennie. Także jem białko tylko na obiad. Spowodowane jest to tym, że mam wysoką homocysteinę, zaburzone geny MTHFR (czyli bardzo słabo usuwam toksyny z organizmu). No i oczywiście mam moją najlepszą koleżankę, czyli insulonooporność. Piję SHREKI od jakiś 3 miesięcy (bo w święta sobie pofolgowałem, jakieś alkohole się pojawiły i organizm zastrajkował). Poprawa jest, waga leci w dół i lepiej się czuję :)

Dlatego zacząłem używać wyciskarkę
wolnoobrotową MUKE (www.muke.pl). Pawciu, ale - why? Tyle bejmów? Asia mówi do mnie:
- nie żal Ci było kupić samsunga s7 na raty, to i na wyciskarkę powinieneś znaleźć monety, cena podobna.

No ale pomijając kwestie finansowe (ważne dla każdego poznaniaka), chodzi o coś innego.
Mianowicie blender, czy sokowirówka ma wysokie obroty, szybko miksuje produkty. Co jest oczywiście fajne, gdy chcę np. zmiksować pomidorową. Ale jeśli chcę jeść jak najbardziej odżywcze soki warzywne, to już lepiej z wolnoobrotowej wyciskareczki,

Po pierwsze, wyciskarka, bardzo powoli miażdży-wyciska surowiec. W związku z tym nie wytwarza się tarcie, a więc wysoka temperatura, witaminy więc mają większą szansę "przeżyć" :p Też cała struktura tego soku zostaje zachowana. Czyli z polskiego na nasze - taki sok jest lepszy - zdrowszy.

Po drugie, ciężko zjeść np. pół kilo zielonych warzyw. Ale po zrobieniu wychodzi około szklanki zielonego soku, Wypić jest prościej niż zjeść. Sok zawsze sobie doprawiam do smaku i mam pyszną zupkę z rana.

Ja używam sitka do smoothie - to z większymi dziurkami, wolę mieć ten sok bardziej "treściwy"

Jeśli znowu przejdziemy na post dr.Dąbrowskiej, to wyciskareczka jak znalazł. Wcześniej używaliśmy sokowirówki, ale ona to miała moc jak silnik rakietowy. Co mnie cieszyło, bo robiła szybko soki, ale martwiło, bo sok miał małą wartość odżywczą. Poza tym z sokowirówki słabo wychodzą takie rzeczy jak liście selera, pietruszki, por. Wyciskarka pod tym względem jest dużo lepsza.
Także jak ktoś szuka, to znajdzie na www.muke.pl
Ja ją eksploatuje po swojemu, czyli intensywnie i daje radę :)




poniedziałek, 10 lipca 2017

Jagnięcina z ogniska :)



Cześć!
Wczorajszą niedzielę spędziliśmy z Tygryskiem baaaaardzo miło!
Byliśmy w odwiedzinach u naszej koleżanki Karoliny, która zajmuję się kuchnią bezglutenową (bo ma celiakię)https://www.facebook.com/Kuchnia-Bezglutenowa-Loli-663951330377637/ oraz kuchnią tajską (bo ją kocha) http://tajlandiaodkuchni.blogspot.com/
Oprócz tego dziewczyna interesuje się i prowadzi warsztaty z kuchni Słowian.
Ponieważ ostatnio kupiłem 6 miesięczną owcę, Karolina powiedziała:
 - przywieź trochę do mnie, usmażymy ją na kamieniach w ognisku i wstawimy kociołek nad ogniskiem

Kurczaki ... w ognisku jeszcze nie smażyłem... Spakowaliśmy się z rana i pojechaliśmy. 

Rozpaliliśmy ognisko, obok drewna położyliśmy płaski kamień i czekaliśmy aż się dobrze nagrzeje. Po mniej więcej godzinie kładliśmy kawałki combru jagnięcego (tylko lekko sól + pieprz). Bez żadnego tłuszczu, na suchym, gorącym kamieniu. Prawa - lewa i gotowe. Ale to było dobre ... 

Na metalowym stelażu umieściliśmy kociołek, na dno trochę smalcu, soli, pieprzu, Karolina urwała z ogrodu kawałek lubczyku. Po podsmażeniu dodaliśmy warzywa około godziny się to gotowało. Co było w kociołku? Marchew, cukinia, papryka, bakłażan, cebula, fasolka szparagowa.

Udziec jagnięcy zaprawiliśmy jałowcem, cząbrem, solą i pieprzem i położyliśmy na grillu, obok żaru postawiony został pojemnik z wodą, żeby mięso tak nie wysychało. Dbał i pilnował o to Michał, mąż Karoliny. Gdy mięso się trochę podpiekło (po jakiejś półtorej godz.) zawinęliśmy w alufolię i Karolina urwała z ogródka gałązkę hyzopu, żeby mięso było lepsze. Następnie na jeszcze 3 godziny poszło na grilla. Po tym czasie całość została owinięta w koc i z pół godziny sobie mięso odpoczywało. Smak ... bajka ... dodatek ziół spowodował to, że w zasadzie nie był wyczuwalny charakterystyczny dla baraniny zapach. Mięso było kruche i soczyste.

Karolina, tak jak i ja prowadzi warsztaty kulinarne w Zabrzu w studiu kulinarnym Przystanek11   http://przystanek11.pl/. Polecam jej zajęcia. Dziewczyna ma wiedzę i fajny sposób przekazywania jej :)

Bardzo dobrze się zregenerowaliśmy u naszych przyjaciół, zarówno psychicznie, jak i fizycznie .Postrzelaliśmy trochę z łuku, Asia zdrzemnęła się w hamaku (bo całą noc wracała pociągiem z Szczecina do Opola z szkolenia o ketozie,  Rafała Wilka.
Jak to zawsze powtarzam mojej kochanej teściowej, jak odjeżdżam. Najadłem się, dziękuję, warto było przyjechać :D




























niedziela, 18 czerwca 2017

HaDeK czerwiec 2017




Cześć wiara! 
Wczoraj był mały dzień dziecka :D 
Polazłem o 8 rano oddać krew do stacji. Byłem ciekaw jak pójdzie, bo w Poznaniu w Rckik zawsze bardzo dokładnie badają dawców i to tu dostałem w wieku 25 lat dyskwalifikacje na oddawanie krwi. Z że to był mój fyrtel, to tam łaziłem za szczóna. A co było wczoraj?
 Łe Jezu... naoglądała mnie doktórka z każdej mańki, popatrzyła po wynikach obecnych i na przestrzeni ostatnich oddań. Mówię w końcu do niej
 - i co? będę żył? Mogę oddawać? Zdrowy?
- panie, jak kuń!
W związku z tym lekko sobie pofolgowałem i mój bebech się cieszył :)
Ponieważ ostatnio, jak wiecie jem dość mało, a śniadania w zasadzie nie istnieją, to się trochę bałem. Tuz po oddaniu, pielęgniarka wyjmuje igłę i mówi:
- nawet nie pytam jak się pan czuje, bo tak mnie pan bajeruje, że widzę że jest wszystko dobrze :p

Wstałem, przeszedłem się kawałek, chyba jest dobrze. Ale ten soczek sobie machnę co dają. W sumie 100% jabłek + woda. Niby nic więcej.. chlup! (takie małe te kartoniki robią :p)
I.. fajna reakcja. Poczułem się tak jak wtedy, gdy rok temu podczas postu warzywno-owocowego postanowiliśmy na kilka dni głodówki o wodzie. Mała szklanka soku zadziałała jak jakieś narkotyki. Od razu do pionu, oczy się szerzej otworzyły i od razu energia. Normalnie jak w kreskówce :D 
Pojechałem prosto ze stacji odwiedzić ojca. Byłem u niego około 10 rano.Tatuś dał mi dwie miseczki truckawek, pewnie z pół kilo zjadłem. Potem  kawusia i do kawusi wciągnąłem tabliczkę gorzkiej czekolady. Ale byłem szczęśliwy (chociaż lekko mnie mdliło :p).
I jak mnie koło 12 nie zacznie ssać w żołądku! burczeć i skręcać. Pędem do chaty i mówię do Tygrysa, że w sumie brzuszek pełen, lekko mdli a głodny jestem jak cholera! I jeszcze mi się spać chce, mimo, że kawę piłem. A Tygrysek na to:
- jak żeś się obeżarł cukru, insulina Ci wywaliła, zbiła glukozę, to teraz jesteś głodny, mimo, że obżarty i spać Ci się chce, bo wpadłeś w hipoglikemie
Na obiadek zjadłem duży kotlet z mielonej szynki z pół kilo suruwiacza z młodej kapusty i od razu lepiej i szczęśliwiej mi się zrobiło :)
7 czekolad jeszcze zostało, do Opola w ten upał nie dowiozę, ja ich nie chcę, bo są z mlekiem i soją, dam sąsiadce co ma dziecioki, niech się kielczą :) 

 


środa, 14 czerwca 2017

Światowy Dzień Krwiodawcy

Światowy Dzień Krwiodawcy
Z tego tytułu składam wszystkim dawcom DUUUUŻO zdrowia! Póki co mam przekroczone 15 litrów.Zacząłem oddawać jak tylko skończyłem 18 lat. Starałem się tak 2-3 razy w roku. Gdy skończyłem 25 lat lekarze powiedzieli. że moja krew się już nie nadaje do przetaczania i dostałem dyskwalifikacje. Było mi bardzo smutno z tego powodu, no ale trudno, jak zdrowie nie pozwala ...
Po 30 -stce zacząłem dietę paleo, po drodze 5 pełnych postów dr.Dąbrowskiej i robiąc rutynową kontrolę badań do pracy na kuchni Asia zauważyła, że bardzo mi się poprawiają wyniki.
Poszedłem więc do stacji mając 32 lata, że chciałbym znów oddawać. Pokazałem wyniki badań. Lekarz się zaciekawił, zgodził się na pobranie i sprawdzenie i zatwierdził moją zdolność do oddawania. I tak od tego czasu chodzę po 4 razy w roku regularnie oddawać krew.
Także, jak się chce, to wszystko jest możliwe!! Oddanie krwi nie boli, trwa z 10 min. Jesteś pod okiem lekarzy i pielęgniarek, dostajesz czekolady (ja je rozdaję mam IO).Ale najważniejsze jest to, że wracasz do domu z uśmiechem, że dałeś bliźniemu cząstkę siebie!
Oddaj chociaż raz w życiu krew, jeśli oczywiście możesz :) Asia nie może, bo ma hashimoto, to ja oddaje za nas dwoje :)


sobota, 10 czerwca 2017

Chleb ziemniaczany



Cześć :)
Dziś przepis na chlebuś, najlepszy jaki może być! dlaczego? bo jest z pyrami! Rewelacja na węglowodanową kolację. My z Tygrysem uwielbiamy go lekko posmarować szmalcem, położyć małosolnego ogórka i mniam mniam mniam! Chleb jest przepyszny, robi się szybko, no i  NIE MA JAJEK. Także dla mojej hashimoto żony jak znalazł :)

Czas wykonania:
3 godziny

Potrzebny sprzęt:
- piekarnik
- blaszka "keksówka"
- papier do pieczenia
- waga kuchenna

Składniki:
- 300 g ziemniaków
- 300 g mąki gryczanej 
- 25 g drożdży
- 330 ml wody z kranu 
- łyżeczka soli
- łyżeczka miodu

Wykonanie:
- ziemniaki obrać, ugotować i przełożyć na sito, żeby odciekły
- drożdże kruszymy do jakiejś miski
- dodajemy miód i mieszamy aż się drożdże rozpuszczą
- ziemniaki ubijamy na puree
- dodajemy wodę, sól i mąkę gryczaną
- mieszamy dokładnie i przykrywamy ściereczką/ręcznikiem płóciennym
- odstawiamy w ciepłe miejsce na minimum 30 min żeby ciasto lekko wyrosło
- foremkę wykładamy papierem do pieczenia
- zagniatamy (mieszamy) ciasto i umieszczamy w foremce
- wkładamy chleb do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 50 minut
- gdy czas się skończy sprawdzamy patykiem od szaszłyka, czy ciasto jest wilgotne i się klei do kijka (jak jest suchy i czysty - wyjmujemy chleb)
- od razu obracamy formę do góry nogami
- ostrożnie odklejamy papier
- chleb odkładamy na jakąś kratkę, żeby odparował i nie zrobił się wilgotny (może być np. kratka z piekarnika)

UWAGA!
Wiesz, że napisałem ebooka z chlebami i pastami?
SPRAWDŹ! 👉   http://www.ajwendieta.pl/produkt/ebook-bezglutenowe-chleby-i-pasty-pawel-jackowski/



czwartek, 8 czerwca 2017

Tortille gryczane




Eloszka!
Taka była wczoraj kolacyja :) Czyli węgle na noc.
Ponieważ nie jemy z Asią jajek, trzeba się trochę pogimnastykować z wszelkimi plackami. Niekoniecznie, można zrobić fajne rzeczy bez jajek. To jest ciasto zrobione na bazie lekko podfermentowanej kaszy gryczanej. Tutaj całą robotę robi

wtorek, 23 maja 2017

Pasztet z wiśniami w spirytusie


Eloszka!
Trochę to trwało, ale w końcu jest :p Przepis na pasztet wiśniowy :)
Co w nim takiego fajnego? Dwie rzeczy. Jak to było w jednym filmie:
Po pierwsze -  PRIMO!
To nie są zwykłe wiśnie. One są wesołe, bo utopione w spirytusie :) Skąd mam?