niedziela, 3 grudnia 2017

Opinie ludzi o Asi po dwudniowym szkoleniu z hashimoto i innych chorób autoimmunizacyjnych :)



Cześć :)
Wczoraj uczestniczyłam w szkoleniu Michała Undry i Jacka Feldmana w Wrocławiu. Przypomniało mi się, że nie pochwaliłam się opiniami, jakie miałam po swoim szkoleniu w połowie listopada :)
Niedługo, w nowym roku, otwieram własny gabinet w Poznaniu. Nie podaję jeszcze konkretnej daty, ponieważ jeszcze trochę spraw muszę pozałatwiać i zorganizować. Ale będzie to nowość, chcemy z Pawłem zrobić coś, czego nikt jeszcze nie zrobił :) Czekajcie cierpliwie na dalsze info.
A póki co, chwalę się :D


















sobota, 2 grudnia 2017

Insulinooporność w 20 punktowych krzywych cukrowych




Cześć :)
Jak wiecie (a jak nie wiecie, to już wiecie :p) mam Insulinooporność. Taką trochę chamską, ciągle mi insulina powyżej 15 wisi. Gdy zaczynałem Paleo szedłem na niskich węglach, 50-100 g węglowodanów na dobę. Wtedy się czułem najlepiej, przez 2 lata też waga ładnie spadła, utrzymała się i wszystko było cacy. Potem uwierzyłem we własną nieśmiertelność (bo za dobre wyniki/efekty były) i przez 3 miesiące trochę alkoholu weszło (wakacje były, grille i te sprawy - piłem tylko czystą wódkę zapijając sokiem z cytryny - naiwnie myślałem, że jest to najzdrowszy miks na świecie :p).
Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu okazało się, że jestem jedynym człowiekiem na kuli ziemskiej, któremu alkohol szkodzi (no dobra, paru by się jeszcze znalazło :p też tak masz?). waga zaczęła lecieć w górę. Nic w diecie nie zmieniałem, tej wódki wcale tak dużo nie było, może kilka butelek w 3 miesiące. przyszło mi ponad 10 kg. Potem znowu alkohol poszedł na bok i waga zaczęła spadać. Do wigilii .. głupio się z teściową nie napić w tak wyjątkowy dzień - 0.7 "chivas regal" weszło jak złoto, w noc gdy zwierzęta mówią ludzkim głosem :p
Potem kolejne miesiące ale już coś ta waga nie chciała słuchać. Zacząłem chodzić na siłownie, Ostro kilka razy w tygodniu ćwiczyć. Co się okazało. Siła rosła, wytrzymałość też. Ale badanie na analizatorze (kłamalizatorze :p) pokazało, że insulina ładuje mnie równo. Dochodziło po pół kilo mięśni i pół kilo tłuszczu. W końcu w październiku zeszłego roku za namową innych dietetyków (Asia już miała mnie dość :p) zacząłem wprowadzać węglowodany do diety. Obciąłem tłuszcz. Obciąłem białko. Zacząłem pić/robić  SHREKi. Zszedłem na 1400-1600 kcal
CODZIENNE wyglądało to tak:

Rano
SHREK (zazwyczaj: jarmuż, awokado, cytryna, czosnek, ogórek zielony, sól, pieprz i różne modyfikacje)

W południe obiad
200 g mięsa (zazwyczaj surowego) + 300 g warzyw i łyżka tłuszczu

Kolacja
300 g warzyw na łyżce tłuszczu (smażone, duszone, albo sałatka)

EFEKT:
- juha bardzo mi się poprawiła ( w zasadzie poprawia mi się cały czas, od kiedy zmieniłem swój styl/tryb życia, ale przez ten rok to dość wyraźnie). Oddaje co 2 miesiące honorowo krew, robię też dodatkowe badania, Asieńka je omawiała jakiś czas temu TUTAJ
- okazało się, że przez rok pozbyłem się też dużej części "dziadów", czyli pasożytów - nie lubią SHREKów :D
- byłem wiecznie głodny, żyłem od obiadu do obiadu
- siła troszkę wzrastała, ale nie za dużo
- byłem trochę marudny (bo ciągle głodny)
- waga baaaardzo pomału spadała

No i we wrześniu dzięki mojemu przyjacielowi, Przemysławowi Kasprzyszynowi zacząłem się bawić glukometrem. Co się okazało.
- cukier na czczo wychodził ponad 100 (najwięcej było 106, badane w szpitalu położniczym-jak brzuch jak w ciąży, to gdzie indziej lepiej się zbadać? :p) po jedzeniu leciał w kosmos, po węglowodanach przekraczał 210. Trochę zacząłem modyfikować swoje jedzenie. Ale za bardzo nie wiedziałem już gdzie mam skręcić. Bo co? Tłuszcz obcięty, białko obcięte, jak obetnę jeszcze węglowodany to w sumie od razu mogę iść znowu na post dr.Dąbrowskiej.

Wtedy na mojej drodze pojawił się Mateusz Ostręga. Powiedział mi:
- chłopie, Ty masz cukrzycę, idź w ketozę, wywal te węglowodany.  Zaczynasz od jutra morsować i jeść mięso!

Jestem na ketozie 2 miesiące, kto mnie widział w listopadzie na szkoleniu z hashimoto w Krakowie, czy warsztatach kulinarnych w Opolu, czy w Zielonej Górze, to już widział, jak dobry jest już teraz efekt wizualny. Ale o ketozie będzie w następnym wpisie :) Tu chciałem tylko pokazać, że uwierzyłem, że węgle są potrzebne do życia, a ja zdecydowanie lepiej funkcjonuje bez nich, albo gdy jest ich bardzo mało. W pamięci mam też słowa Jah Maya (Jakub Maroński), który powiedział mi na początku wakacji "wróć do tego modelu, który tak Ci pomógł na początku".
Zatoczyłem koło, dosłownie i w przenośni :p

Miłego dzionka
Paweł

Poniżej jeszcze dwie krzywe robione we wrześniu






sobota, 28 października 2017

Prowiant do pracy/szkoły/wyjazd cz.7






Sałatka z tatarem i czarnym salcesonem 
To jest pudełko podwójne, czyli połowę zjadłem na śniadanie, a drugą połowę na obiad
Składniki:
200g czarnego salcesonu, 200g tatar z sarny (wymieszany z dodatkami), 2 pomidory, 1/2 ogórka zielonego,1/4 sałaty lodowej, 1/2 papryki, 200ml

piątek, 27 października 2017

Makaron b/g z kalarepy z warzywami i kiełbaską




Cześć :)
Naszło mnie dziś na wspomnienia :) Jak byłem rojbrem, czyli małym chłopcem (taaaak wiem, ciężko w to uwierzyć, wszyscy myślą, że taki wielki się już urodziłem :p) to mama zabierała mnie czasem na obiad do takiej sieci barów "Hetman" (później z naszego zrobili Biedronkę! :( do dziś ich za to nienawidzę :p). No dobra, ale do brzegu, do brzegu...

środa, 25 października 2017

SHREK z pokrzywą




SHREK Z POKRZYWĄ
Siema :)
Dziś kolejny zielony potworek :) Ten jest mega oczyszczający :)
Tym razem wykorzystuję sok z pokrzywy, który mam od producenta http://radix-bis.pl/sklep/
Po co to zielsko?
Ano po to, że wspomaga wydalanie z organizmu szkodliwych substancji i toksyn, a ja mam mutację genu MTHFR w homozygocie i mam

niedziela, 22 października 2017

deser lodowy z mango




Siema :)
Nic nie sprawia mi większej przyjemności i nagrody, niż uśmiech mojego Tygryska :)
Dziś deserek dla mojej kochanej żony.
Asieńka uwielbia mango (

sobota, 21 października 2017

Naleśniki bez jajek z maślakami i podgrzybkami



Cześć :)
Póki jeszcze jesień jest i są grzybki (kocham grzybki, a Ty?) to idziemy za ciosem :)
To jedna z moich ostatnich węglowodanowych kolacji (na zimę węgle idą do kąta, a wchodzi